Hejtowanie staje się zbyt łatwe

Chyba o kilka lat za późno zaczęłam tego bloga pisać. Kiedyś, by kogoś pohejtować, trzeba się było wysilić, wspiąc na wyżyny, elokwencją trzeć o sufit. Dziś czasy są takie, że wystarczy cytaty wkleić i już smiech taki, że czkawki można dostać. Albo przeraża brak poczucia obciachu.

Dziś bez linkowania, bo nie ma potrzeby – autor jest nieistotny, bo to jego cytaty pięknie przemawiają za całą wierchuszkę naszej blogosfery.

Pewnie zauważyliście, że wiele najpopularniejszych blogów idzie ostatnio w kierunku tematyki lifestylowej. Powiem Wam coś więcej. Za jakiś czas wszystkie opiniotwórcze blogi będą lifestylowe.

To ja się wtedy powieszę. Jak płytką trzeba być osobą, by czytać pozbawione puenty wynurzenia dziewczyny lub chłopaka, którzy zapraszani są na rauty i przez cały czas robią tam zdjęcia? Jakie oni będą mieli mi opinie do przekazania? Że ciuch, który dostali jest świetny? Że obiad, na który ich korporacja zaprosiła był smaczny? Wprost nie mogę się tego doczekać.

Chcę generować odsłony na stronach, do których linkuję. Żebyście za trzy lata mówili o „….. effect” – sytuacji, w której strona internetowa pada, bo do niej zalinkowałem na blogu.

Osz ty nasz Dżonie Gruberze, ty nasz Asztonie Kaczerze, ty nasz Secie Godinie – rośnij, buduj masę, rób rzeźbę… i guruj, oceniaj, komentuj. Może kiedyś fejsa zwiesisz.

Pytam czasem znajomych autorów, do jakiej gazety porównaliby swój blog. Jaki styl chcieliby reprezentować. ….. na przykład chciałaby być Elle, a ….. Vogue. Mnie chyba najbliżej do New Yorkera.

Do Njujorkera. Fak jea. Jak mierzyć, to urwa wysoko.

Tak to właśnie wygląda czołówka naszej blogosfery – są pozbawieni obciachu, mają w upie czytelników, liczą sie tylko oni sami. Dlaczego myślący człowiek ich czyta? A właśnie, że ich nie czyta. Statsy robi im aspirująca gimbaza i moje młodsze koleżanki. To straszne, że coś takiego nas reprezentuje. To straszne, że branża nie potrafi dostrzeć zwykłych, prawdziwych blogerów, którzy mają mózg zamiast piany, którzy swoich czytelników ubóstwiają (i vice versa), którzy świadomi są tego, jak wiele tym cyferkom w statystykach zawdzięczają. Wszystko zawdzięczają. Gdyby nikt nie czytał, toby nikt nie pisał. Ale nie, nasza czołówka jest ponad to – zelżyć, zwyzywać, zbanować. Po uj mi czytelnik, wszak jestem mistrzem.

Czasami mam wrażenie, że takie chore podejście to wina tego, że ci nasi najlepsi zbyt zajęci są długofalowym planowaniem własnych blogerskich karier. Planują, zamiast blogować. Dość mocno mnie to załamuje.

Reklamy
Otagowane

4 thoughts on “Hejtowanie staje się zbyt łatwe

  1. EmiliaB. pisze:

    Paweł lubi to.

  2. kto_s pisze:

    abstrachujac od postawy kogokolwiek, czasem pisanie nie wymaga czytania. czasem blog ma wartosc dla osoby piszacej bez wzgledu na okolicznosc czytelnikow. nie chodzi o porywanie tlumow ale o stworzenie swojego kawalka wirtualnej podlogi.

  3. Hm… Poznaje tego bloga, ale w każdym razie… coś w tym jest co piszesz. Rzeczywiście zauważyłem, że ci najpopularniejsi zwykle nie szanują swoich czytelników chociaż może po części to tylko poza. No i jakby chcieli mieć tylko swój własny, wirtualny kawałek podłogi, nie żyliby z blogowania i nie udzielali się w tzw. blogosferze.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: